To nie jest tak, że dopiero teraz pomyślałem o tym, aby studiować informatykę. Przymierzałem się do tego też znacznie wcześniej, ale wtedy pewną barierą – i doskonale rozumiem dlaczego tak było – była konieczność nauki matematyki. To właściwie dlatego wybrałem bootcamp w Coderslab – chciałem poświęcać godziny na naukę Javy i programowania, a nie teorię, której prawdopodobnie nie wykorzystam.
Przed studiami, ostatnio uczyłem się tak porządnie matematyki około 20 lat temu, w liceum. Nawet całkiem to lubiłem, no ale obrałem profil humanistyczny i jakoś sobie radziłem w życiu bez analizy matematycznej. Teraz nadrabiam braki, przypominam sobie funkcje trygonometryczne, logarytmy, badanie zmienności funkcji i inne rzeczy, których z jakiegoś powodu nie pamiętałem.
Dodatkową barierą jest covid. Nie mam tak naprawdę wykładów z matmy, innych niż pdf z sylabusem wrzucony na uczelnianym dysku. 12h godzin ćwiczeń w ciągu semestru to trochę za mało, aby przerobić te materiały, więc jakoś muszę się ratować – oglądam wykłady z Politechniki Wrocławskiej na YT, przerabiam zadania z kanału Matemaksa, ćwiczenia z etrapeza, wyniki swoich własnych wpisuję w Wolframa i staram się zrozumieć odpowiedzi.
50-60h dodatkowych zajęć i ćwiczeń sprawiło, że pierwsze kolokwium napisałem tuż pod progiem zaliczającym (48%). Drugie i ostatnie będzie za dwa tygodnie, i jeśli napiszę je na minimum 52% (punkty z obu się sumują), to zostanę dopuszczony do egzaminu.
Głupio może to przyznać, ale cele moje na ten semestr, jeśli chodzi o matematykę, są bardzo pragmatyczne – jeśli uzyskam jakąkolwiek pozytywną ocenę zaliczającą przedmiot, to będzie wielki sukces.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz